Ola była przez ostatnie dni na cenzurowanym. Dwa razy sprzeciwiła się rodzicom, mówiąc, że wróci na chatę o wyznaczonej przez siebie porze lub w ogóle nie wróci i teraz tato będzie ją codziennie odbierał ze szkoły. Żal mi jej.
W piątek bo treningu siatkówki spotkałam Maksa. Podobno był u kolegi na źrebaku. Ucieszył się na mój widok.
- Późno wracasz ze szkoły - zauważył.
- Przygotouwję się na mecz - odparłam dumna z nadzieją, że mu zaimponuję.
- Chodź - wziął mnie nagle za rękę i pociągnął w przeciwnym kierunku. To było...dziwne. Co najmniej dziwne.
- Dokąd? - spytałam.
- Chcesz iść tą zatłoczoną ulicą? - zdziwił się. - Wdychać spaliny? Nie lepiej wrócić do domu nad jeziorem?
- Myślałam o powrocie autobusem - odparłam. - Padam z nóg.
- Spacer dobrze Ci zrobi - powiedzieć. - No chodź - pociągnął mnie bardziej stanowczo, jakby wyczuł moment zawahania - daj ten sprzęd - wskazał na mój plecak i zdjął mi go z ramion.
Było późne popołudnie. Słońce znajdowało się coraz niżej. Kierowało się w stronę małego Mostku którego jestem zwyczaj nazywać Pawilon. Nie wiem czemu. Nie pytajcie. Wiedziała,, że za chwilę schowa się za niego i będze wyglądało jakby chciało zatopić się w rzece. Wtedy krajobraz dookoła straci barwy i zacznie szarzeć. Szliśmy powoli, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Nie śpieszyło się nam. Przystawaliśmy, śmialiśmy się i w pewnym momencie Maks mnie przytulił. To już drugi raz. Teraz jednak, bez żadnego szczególnego powodu. Zupełnie nie oczekiwanie. Nie wyrywałam się. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Zupełnie tak jakbym mogła się w nich schowć przed całym światem. Podniosłam wzrok. Zajrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się, potem wypuścił mnie z objęć i poszliśmy dalej, tak jakby nic nigdy się nie stało. Dla mnie jednak stało się. Myślałam o tym przez resztę drogi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz