wtorek, 24 stycznia 2012

Rozdział I

Jest koncert. Dokładnie, koncert Twojej ulubionej kapeli.

Wyobraź sobie, że stoisz wśród tłumu wrzeszczących i wymalowanych dziewczyn, zresztą, sama to robisz i taka jesteś. Więc... stoisz w pierwszym rzędzie. Jest losowanie, dokładnie z biletów. Niedługo kapela wyczyta numer biletu. Każda dziewczyna patrzy się, czy to ona akurat zaśpiewa finałową piosenkę. Ty także to robisz. Nagle numery wyczytują się... 38466. To Twoje numery. Co robisz? Mam nadzieję, że nie zrobiłaś tego samego co ja... Nigdy sobie tego nie wybaczę.

Jest ranek, 7 rano. Dokładnie sobota. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Spałam jakieś 6 godzin. To nie wiele, wiem. Ale czasem, gdy nie mogę spać patrzę przez okno na księżyc i gwiazdy i gadam sama do siebie. Wiem. To dziwne. Taka już jestem. Przyzwyczajcie się, ok!? Nagle zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka, Baśka.
- Tak? - odebrałam telefon swoim standardowym rozpoczęciem rozmowy.
- Kurde laska! Byłaś wczoraj cudowna! Nie mogę! Po prostu sweet girl z Ciebie! - paplała.
- Ej no, bez przesady... - odpowiedziałam zawstydzona.
- Słuchaj każdy o tym wie! Nie wiem jak ty to zrobiłaś! Byłaś genialna! - zachwyca się Baśka.
- Ale jak to, wszyscy? Byłyśmy tylko we trójkę, ja ty i Weronika. - zapewniałam ją. - Ale ten koncert został nagrany w telewizji na żywo! Każdy co siedział przed telewizorem to widział! Zakończyłam rozmowę, bez pożegnania. Bałam się. Nie wiedziałam kto to oglądał. Jeśli cała klasa... zawstydzę się i nigdy więcej nie pójdę do szkoły... Chyba że zdarzy się cud i każdy był na imprezie Sylwii...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz