czwartek, 26 stycznia 2012

Rozdział III

Sobota była nudna. Cały dzień przesiedziałam w domu, nie wychodząc z niego. Koleżanki mnie próbowały wyciągnać na dwór, ale odmawiałam. Bałam się, i boję wyjść na ulicę i spotkać tych... wszystkich ludzi. Jeszcze mnie rozpoznają i co wtedy? Piekło jak nic...
Dzisiaj niedziela, trzeba iść do kościoła. Jednak nie uśmiecha mi się to za bardzo. Może założę okulary i czapkę? Albo chciałabym mieć taką, czapkę niewidkę.
Ubrałam moje czerwone pantofelki z czerwoną wielką kokardą, nałożyłam również czarne dżinsy białą bluzkę i skórzaną brązową kurtkę. Wzięłam parę złotych by wpałacić na rzecz Kościołu, które włożyłam do swego czarnego portfela, a portfel do brązowe skórzanej torebki.
Idąc do Kościoła, napotkałam Wiktora. Też wybierał się do Kościoła, co mnie bardzo zdziwiło. Zawsze lubiał sobie pospać do 12:00. Lecz dzisiaj nie. Wstał wcześniej.
- Hej Lilka - powiedział z szerokim uśmiechem.
- Cześć - odpowiedziałam zdziwona.
- Do Kościoła się wybierasz? - zapytał jakby nie wiedział, palił gupa.
- Aha, a myśałeś, że gdzie? - wypaliłam.
- A nic, tak pytam. Czy nie można już zadawać normalnych pytań koleżance? - powiedział patrząc w podłogę i zesmutniał.
- Przepraszam - powiedziałam, po czym odruchowo dotknęłam jego ręki. Nie wiem co we mnie wstąpiło. - Oj, prze-przepraszam.
Dziwne uczucie, dotknąć ręki której nigdy wcześniej nie dotykałaś. Poczułam jak dreszcze przemykają po moim ciele, nigdy wcześniej się tak nie czułam. Popatrzałam na Wiktora, on na mnie. Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy aż nagle....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz