Zauważyłam błysk w oczach Wiktora. Wcześniej do teraz nie zauważyłam jego pięknych ciemnych brązowych oczu, zanurzyłam się w nich. Nie widziałam nic poza nimi. Nagle Wiktor, zbliżył się do mnie. Złapał mnie za rękę i... pocałowaliśmy się. Nie wiem jak to było możliwe. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi. A teraz? Po pocałunku? Nie wiedziałam co dalej z naszą przyjaźnią.
- Co, co ty robisz? - Wyrwałam mu się z rąk i krzyknęłam, zwróciłam parę przechodzących osób.
- No... myślałam że tego chcesz... że oboje tego chcemy... - odpowiedział z smutkiem Wiktor. - Przepraszam - powiedział patrząc się w podłogę. - Nie chciałem, przepraszam.
Po czym podeszłam do niego, on dalej patrzał na trawę. Palcem swoim podniosłam mu podbródek.
- Co do mnie czujesz? - wypaliłam znienacka, nie wiedziałam że mnie stać na coś takiego.
- No... no... dużo. Nie jestem w stanie Ci tego powiedzieć co czuję do Ciebie. Zawsze kiedy cię widzę przechodzi przeze mnie dreszcz. Myślę, boję się, że coś powiem nie tak i... i wszystko się wyda... że wszystko spapram - powiedział patrząc mi głęboko w oczy. Nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy jak on się zachowuje gdy jesteśmy sam na sam.
- Serio? - zapytałam zaciskając wargi i w połowie się uśmiechając. Zresztą... całkiem mi się podobał Wiktor, kiedyś się w nim nawet bujałam... ale potem zauważyłam że woli być z kolegami i se odpuściłam. - Wiesz... ja też coś do Ciebie czuję.... - wyznałam.
Po czym mnie znowu pocałował. Przytuliłam się do niego, czułam się jak w niebie. Pocałował mnie! Rety! Raz, drugi, trzeci... może nawet dziesiąty. Chciałam, by to się nigdy nie skończyło, by trwało wiecznie. Jeszcze dziś, gdy o tym myślę nie mogę uwierzyć, że wydarzyło się to naprawdę. Jestem taka szczęśliwa! Jestem najszczęśliwszą osobą na tej planecie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz