Bardzo długo leżałam na łóżku, po rozmowie z Basią. Nie mogłam pojąć jak mogłam zrobić z siebie takie pośmiewisko. A było to tak...
Gdy główny wykonawca kapeli One Direction wypowiedział moje numerki myślałam ,że popłaczę sie ze szczęścia. Gdy wyszłam na scenę patrzałam się na tysiące par oczu, które mnie przerażały. Zawsze występowałam na konkursach, ale w szkole. Nigdzie więcej.
Przeraziłam się. Strach napełnił moją duszę. Zapytano mnie jak się nazywam, odpowiedziałam. Zapytano mnie czy uśmiecha mi się z nimy zaśpiewać, odpowiedziałam że tak. Zaczeliśmy śpiewać. Gdybym tylko wiedziała, tylko wiedziała. Aby nie zapiszczeć. Nie zapiszczeć. Nie mogę sobie tego przebaczyć... Zresztą... Zaśpiewałam jak mogłam. Zaśpiewałam jak najlepiej. Lecz na końcu, na końcu zrobiłam z siebie kompletne pośmiewisko. Zapiszczałam na koniec piosenki jak idiotka. Kompletna idiotka. Każdy się śmiał. Widziałam jak... usta... wszystkich się... się... ruszały. Wydawały z siebie taki... taki... wkurzający głos. Śmiech! To wydawali! Nie mogłam pojąć o co chodziło. Dopiero się dowiedziałam gdy zeszłam ze sceny. Omal nie popłakałam się. Myślałam co by było gdyby Sylwia to widziała, nigdy nie dałaby mi spokoju. Nigdy. Teraz, teraz nie wiem co robić.
Tato po mnie przyjechał naszym srebnym mercedesem i pojechaliśmy do domu.
- Coś się stało mała? - zapytał patrząc się na mnie, chyba zauważył ze coś jest nie tak.
- A nie, nic. Jedź do domu - odpowiedziałam opierając się o rączke od fotela...
Siedziałam w domu, na łóżku trzymając telefon w ręce. Chciałam wybić do kogoś numer, ale nie wiedziałam do kogo. Teraz... po telefonie Baśki, nie mogę sobie tego wybaczyć. Telefon dzwoni , lepiej odbiorę.
- Lilka, O mój Bosh. Tak strasznie mi przykro. Nie wiem jak to się mogło stać. - zaczęła Wera.
- Ale co się stało? - zapytałam, lecz wiedziałam że chodzi o koncert One Direction...
- No więc... Wczoraj, na imprezie Sylwki, wszyscy oglądali tv, i widzieli Ciebie. Widzieli jak... jak piszczesz. Bardzo mi przykro. - mówiła Wera.
- Ehh, nic nie szkodzi. Nie powinnam tego robić - powiedziałam zawiedziona swoim zachowaniem.
- Przepraszam, muszę kończyć pa! - powiedziała Wera i odłożyła słuchawkę.
Nie wiem co zrobiłabym bez Weroniki i Baśki. Przyjaźnimi się od przedszkola, i chodź mamy różne osobowości dogadujemy się najlepiej na świecie. Baśka to bardziej typ takiej.. hmm.. no.. Paniusi. Stroi się i w ogóle, zna się na modzie. Wie jaki podkład sobie nałożyć, jak rzęsy pomalować. Zawsze ją podziwiałam. Weronika jest bystra, zna odpowiedzi na każde pytania nauczycieli z każdego przedmiotu. Ostatnio dawała mi korki z francuskiego, nie wiele rozumiałam. Lecz z Weroniką udało mi się zdać egzamin i nie siedziałam w klasie!
A ja? Co powiedzieć o mnie... nie mam zbytnio dużego talentu, umiem śpiewać i malować. Rysuję różne rzeczy, najlepej mi wychodzi abstrakcja. Połączanie kolorów, komponowanie ich ze słowami piosenek, to najbardziej lubię. Tylko nie które osoby mnie nie rozumieją, tak jak na przykład moi rodzice. No niby poświęcają mi dużo uwagi bo jestem jedynaczką, lecz to się niedługo zmieni bo mama jest w ciąży. I tak moi rodzice nie mogą sobie uświadomić, że dziewczyna w moim wieku może mieć problemy. Duże, czy małe nie ważne. Nie może mieć żadnych problemów, bo ma się dach nad głową, wyrzywienie... i miłość.... Czego ostatnio mi brakuje. Czasami myślę, że w domu jestem nie widzialna bo mama zajmuje się ciążą, ale muszę się przyzwyczaić że przez całe życie nie będę jedynaczką. I za parę miesięcy, nowy człowiek ujży światło dzienne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz