piątek, 27 stycznia 2012

Rozdział IV

Cała piękna chwila prysła w ciągu jednej sekundy. Pękła jak bombelek który ma za mało mydła a za dużo wody. Takie moje szczęście...
- Hej laska! - wykrzyknęła Baśka biegnąc w mą stronę.
- Cześć Baśka - powiedział Wiktor z niesmakiem, widać było, że nie chciał aby ktoś nam przeszkadzał.
- Cześć - powiedziałam ze smutną miną i poszliśmy do kościoła.
Dzisiejszy temat związany był z grzechami. Podeszłam do komunii, zaraz po tym dowiedziałam się, że umarła Pani Agnieszka, przyjaciółka mojej babci a także jakiś Jan Kowalski. Nie znam gościa. Potem jakieś ogłoszenia parafialne, po błogosławienie i można iść do domu. Po pomodleniu się i oczyszczeniu duszy czuję się o wiele lepiej. Tylko martwi mnie fakt Wiktora. Czyżby on chciał czegoś więcej niż nasza przyjaźń? Nie wiem, muszę się z tym przejść.
Jestem w parku, nad naszym pięknym jeziorem. Kaczki pływają, pomimo że jest lekki przymrozek. Usiadłam sobie na mostku podziwiając przyrodę, kwiaty i zwierzęta. Zawsze tu przychodzę gdy mam doła czy coś. Siedzę i myślę. Myślę o tym co Wiktor chciał mi powiedzieć, lub zrobić? Boję się tego cokolwiek chciał zrobić a nie zrobił, może zrobi to wkrótce? Mam więcej pytań niż odpowiedzi. Zawsze tak jest. Jutro do szkoły, będę musiała stawić czoło moim groźnym rywalkom z klasy. Mamy takie trio, które wszyscy nazywamy bądź Wredne Jędze lub Czarownice. Nie, nie ubierają się jak któreś z nich, ale się wymądrzają i w ogóle, nie da ich się słuchać. Przewodnicząca fanklubu Czarownic jest Sylwia. Ma swoje podopieczne, jakby dzieci którym musi wszystko mówić a one się zgadzają, żałosne... Żal mi Aliny i Emilii, chociaż ich nie lubię...
Może trochę po wspominam? Pamiętam jak się zakochałam w Jacku... teraz unikam go jak ognia. Zawsze gdy mnie tylko widzi mówi: "Dawaj matmę". Żadne cześć, czy proszę. Ale to się niedługo skończy, nie będzie mu tak łatwo. To że wszyscy inni ode mnie kopiują to nie znaczy, że on też będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz