- Liliana! Liliana! Wstawaj! Czas do szkoły - drze się moja babcia. Zapewne mama w pracy.Bez chwili zastanowienia wstałam i wygrzebałam coś z szafy. Wzięłam swoje czarne dżinsy, wzięłam biąłą bluzeczkę na ramiączkach i do tego ciemno-niebieską bluzkę z długim rękawem. Wyglądam całkiem przyzwoicie. Ale co z włosami? Najlepiej kok, ale nie umiem.
- Babciu! Chodź zrobić mi koka! - otworzyłam drzwi i krzyknęłam do salonu. Babcia nie przychodzi i nie odpowiada. Poszłam do salonu a co tam zastałam? Chrapiącą babcię... no to piknie jak mawia moja prababcia. No to pozostaje mi kitka, pomyślałam. Nie mam gumki... no ładnie. Nie wiem gdzie mama je chowa a dużą spinką nie umiem. Ehh... po prostu masakra. Najlepiej uczeszę włosy, zakręcę troche lokówką pospinam spinkami i gotowe. Lekko maskary do oczu, trochę błyszczyku i jestem gotowa. Tylko musze zjeść śniadanie. Babcia mi zrobiła jajecznicę. Zawsze ją robi gdy przychodzi do mnie rano by mnie do szkoły obudzić. Co prawda chodzę już do gimnazjum ale zawsze tak było i będzie do puki dziecko się nie urodzi.
Będę miała siostrę! Już wiadomo! Mama była na USG i to będzie dziewczynka. Kurcze, tak się ciesze, że nie ma co. Po drodze do szkoły wstąpię po Weronike. Mam nadzieję, że jeszcze nie wyszła do szkoły.
- Wera! Poczekaj! - krzyczę do Weroniki, bo widzę, że jest około dwadzieścia metrów odemnie.
- Aaaa Lilka! Cześć! - po czym dała mi buzi w policzek. Trochę mnie to zdziwiło bo tak nie robimy ale co tam. Nie brzydzą mnie całusy.
- Będę miała siostrę - mówię zachwycona.
- Super! Jak dacie jej na imię? - zapytała z zaciekawieniem Wera.
- No nie wiem... jeszcze sie nad tym nie zastanawiamy. Mamy parę typów ale dopasujemy jak się urodzi.
- No to super! Cieszę się! Będziemy z nią wychodzic na dwór, bawić się, pokażemy jej mojego chomika jak będzie ciut starsza.
- No, no nie przesadzaj z tym chomikiem - ryknęłyśmy smiechem, przyciągając uwagę chłopaków którzy szli na drugiej stronie ulicy.
To nie mogło się stać na prawdę. Tylko co doszłam do klasy z dobrym humorem, to Sylwia musiała mi go od razu zepsuć. Co za beszczel z niej! Nie ma co!
- No to co Liliano? Jak było na scenie? - podeszły do mnie Wredne Jędze, oczywiście Sylwia mówiła za Alinę i Emilię, one za to potakują.
- Daruj sobie! - wykrzyknęła Baśka podchodząc do nas.
- A ty tu czego lalusiu? - powiedziała do niej Sylwia, robiąc durną minę.
- A chcę tego, że tu stoją moje przyjaciółki a wy tarasujecie przejście do nich. Więc sio! - pysknęła Sylwii, aż jej gały wyszły i se poszła.
Reszta lekcji przeszła normalnie, nic zachwycającego, oprócz Jacka.
- Celebrytko dawaj matmę! - zażądał.
- Że co?! - spytałam takim tonem, że na ułamek sekundy go zatkało.
Ale on jest macho oraz twardziel. Nie da się tak łatwo.
-Dawaj matmę! - powtórzył.
Wtedy zninacka przypomniała mi się babcia.
- Jak ładnie poprosisz - odpaliłam - to może dostaniesz.
- Jak co? - wyciągnął rękę.
- Słyszałeś! - warknęłam. - Czy ty kiedykolwiek dałeś komuś coś odpisać? - spytałam. - Dostaniesz moje zeszyty, jak ja od Ciebie coś odpiszę.
Wywrócił oczami i zrobił minę sugerującą, że coś ze mną nie tak.
- Taka z Ciebie egoistka? - zachichotał.
- Tak - odpaliłam. - Jestem egoistką i nie daję idpisywać zadań ludziom, których nie lubię.
- Ciebie nikt nie lubi - poinformował mnie radośnie.
- No to nie zrobi mi większej różnicy, jak jeszcze trochę Ci podpadnę.
Minęłam go i odeszłam.
Tomek patrzył na mnie z dziwną miną.
- Jak chcesz matmę, to Ci ją dam - powiedziałam. - Ale pod żadnym pozorem masz nie dawać zeszytu temu tam. Jeśli mu dasz, już nigdy nie dostaniesz odemnie żadnego zeszytu.
- OK - zgodził się Tomek.
Widziałam, że Jacek koło niego krąży, ale Tomek nie dał mu zeszytu.
Chwilę później oddał mi go, pytając, czy może dać zeszyt Maćkowi. Osobiście przespacerowałam się do Maćka.
- Możesz ode mnie odpisywać, ale pod żadnym pozorem nie dawaj zeszytu Jackowi.
Nawet mu się to spodobało, bo nie lubi Jacka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz