niedziela, 29 stycznia 2012

Rozdział VI

Po szkole, udałam się do parku. Miałam skrócone lekcje, bo nauczycielka od hiszpańskiego zachorowała. Usiadłam na brązowym mostku. Wyciągnęłam swój blok i rysowałam różne różniste rzeczy. Nagle, gdy rysowałam zimorodka z pamięci, zakryto mi oczy.
- Zgadnij kto to - powiedział znajomy mi głos.
- Nie wiem, ale ołówek mi wypadł z ręki - powiedziałam zaskoczona.
- Sory - powiedział głos - ale nie puszczę Cię do puki nie powiesz poprawnej odpowiedzi.
- Hmm... no dobra. Maciek?
- Nie.
- Tomek?
- Nie.
- Baśka? - po czym wybuchłam śmiechem.
- Nie - powiedział zawiedziony głos.
- Wiktor? - powiedziałam.
- No nareszcie, ręce mi drętwiały - powiedział i usiadł obok mnie. - Co rysujesz?
- Aaa, zimorodka. Ale zgubiłam ołówek. Pomożesz?
Krótko szukaliśmy ołówka. Zobaczyłam go leżącego na trawie parę centymetrów od mostku. Wiktor poszedł dalej szukać i na kolanach szedł.
Kochany, na kolanach...
W końcu podszedł do ołówka tak jak i ja, i znowu... dotknęliśmy swoich rąk.
- Prze-przepraszam - wydukałam jedno słowo.
- Nic, emm, nic nie, nie szkodzi - lekko dukając powiedział, patrząc mi się głęboko w oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz