piątek, 3 lutego 2012

Rozdział X

Wchodząc po schodach do mieszkania Moniki, coraz bardiej myślę nad tym czy w ogóle powinnam do niej pujść? I co jej powiedzieć? Pukam do drzwi.
- Cześć Lila, Monia u siebie ryczy w poduche - zapewniła mnie jej młodsza siostra.
Wtedy pomyślałam sobie, jak to będzie z moją siostrą?
- Aha, dzięki - powiedziałam i poszłam do jej pokoju.
Cichutko otworzyłam drzwi, zaglądając kątem oka do jej pokoju.
- Monia, Monia źle się czujesz? - zapytałam siadając na brzegu jej łóżka.
- Nie, wszystko OK, kto przyszedł? - zapytała mnie nie patrząc się w moją stronę.
- To ja, Lilka - powiedziałam - Ja...
- To ty! To wszystko twoja wina! - zaczęła na mnie krzyczeć - Przez ciebie teraz tak ryczę! I siedzę w domu jak głupia!
- Ale... ale...
- Nie żadne ale! Odbiłaś mi Maksa! Przez ciebie on...on... zerwał ze mną! - płacze Monia.
- Ale Monia, ja nie kocham Maksa - zapewniam ją.
- To dziwne, że on się doskonale orientuje o której kończysz lekcje i w ogóle.
- Słuchaj, gdyby Wiktor nie musiał jeździć do swego ojca na budowę, to ja bym z nim chodziła do domu a nie z Maksem. Tak się okazuje, że zawsze jak wychodzę ze szkoły on ma pretekst, że był u kolegi na Jagielońskiej. - zapewniam ją coraz bardziej, a ona nie wierząc czemu słucha mnie.
- Serio? - zapytała.
- Serio, przecież nie odbiłabym przyjaciółce chłopaka tak?
- Masz rację, kochana jesteś - po czym przytuliłyśmy się.
Uwierzyła mi! Tak! Naprawiłam wszystko! Chociaż, nie. W duszy się cieszę, że Monika mi wierzy, lecz moja podświadomość mówi mi, że ona dalej będzie miała do mnie żal o Maksa, że z nią zerwał. To nie może być tak.
- Masz do mnie żal? - zapytałam patrząc w podłogę.
- Nie, no coś ty. Rozumiem - powiedziała z wielkim uśmiechcem na twarzy i złapała mnie za rękę.
- To super.
Poczułam ulgę na duszy. Nie mogę tego opisać, jak się poczułam. Jakby Bóg darował mi wszystkie moje grzechy które popełniłam w ciągu ostatnich piętnastu lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz